Amerykańskie pociski uderzyły w irańskie systemy obrony powietrznej, sieci dowodzenia i kontroli, przybrzeżne stacje radarowe, a także w ponad 60 małych łodzi należących do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), które znajdują się w cieśninie Ormuz i w jej pobliżu - poinformowało w komunikacie dowództwo. Ataki już zakończono.
Celem uderzeń było "ograniczenie zdolności Iranu do dalszego atakowania międzynarodowego handlu morskiego". CENTCOM wyjaśnił, że Teheran w ostatnim czasie zaatakował trzy statki handlowe przepływające przez cieśninę. Iran oficjalnie nie przyznał się do winy, lecz wcześniej władze wielokrotnie groziły statkom, które przepływały przez Ormuz korytarzem innym, niż wyznaczony przez roszczący sobie prawa do kontroli ruchu Teheran. Wszystkie zaatakowane statki płynęły trasą południową wzdłuż wybrzeża Omanu, szlakiem zabezpieczonym przez Stany Zjednoczone.
"Nieuzasadniona agresja ze strony irańskich sił stanowi wyraźne i niebezpieczne naruszenie zawieszenia broni oraz podważa swobodę żeglugi" - napisało w komunikacie dowództwo. Siły CENTCOM "pozostają w gotowości" i "są przygotowane do pociągnięcia Iranu do odpowiedzialności w przypadku, gdy porozumienie nie będzie przestrzegane lub realizowane" - zapowiedziało amerykańskie wojsko.
Amerykańskie ataki na Iran były od czterech do pięciu razy większe pod względem skali i siły rażenia od poprzednich uderzeń, przeprowadzonych po zawarciu wstępnego porozumienia przez USA i Iran - przekazał gazecie "Wall Street Journal" wysoki rangą przedstawiciel władz USA. Dodał, że uderzenia mają wysłać silny sygnał Teheranowi i zadeklarował, że USA wciąż uznają zawieszenie broni za obowiązujące.
Irańskie media poinformowały o eksplozjach na południu kraju - w Bandar Abbas i Sirik - oraz na wyspie Keszm. W porcie Sirik znajduje się baza morska Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Według stacji IRIB kilka osób zostało rannych od odłamków, pochodzących z "wrogiego pocisku", który uderzył w nabrzeże komercyjne portu Sirik.
Teheran ostrzegł, że jego odpowiedź na amerykańskie uderzenia będzie "miażdżąca". Dowództwo podkreśliło, że Iran "pod żadnym pozorem nie pozwoli na ingerencję" w zarządzanie cieśniną Ormuz. Dodano również, że "jedynym bezpiecznym szlakiem" dla statków przepływających przez Ormuz są trasy wyznaczone przez Iran - relacjonuje CNN.
Według przedstawiciela władz USA Iran wystrzelił w nocy drony w kierunku Bahrajnu - przekazał Axios.
Jeden z urzędników USA, cytowany przez Axios, powiadomił, że Donald Trump zatwierdził plan uderzenia i wydał rozkaz jego przeprowadzenia podczas pobytu w Turcji. Amerykański prezydent przyleciał na szczyt NATO w Ankarze.
Trump miał odbyć w stolicy Turcji naradę z sekretarzem obrony Pete’em Hegsethem, sekretarzem stanu Marco Rubio oraz ministrem finansów Scottem Bessentem, którzy przylecieli z nim na pokładzie Air Force One. Do spotkania dołączył też m.in. przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Dan Caine.
- Ta odpowiedź jest bezpośrednią konsekwencją aktów międzynarodowego terroryzmu, których Iran dopuścił się wobec niewinnych statków przepływających przez cieśninę Ormuz. Irańczycy znają konsekwencje swoich absurdalnych działań, a mimo to zdecydowali się przeprowadzić te ataki - oświadczył przedstawiciel administracji USA.
Stacji CNN podała, że niektórzy sojusznicy w regionie wysyłają wiadomości do USA i Iranu, próbując zapobiec dalszej eskalacji działań zbrojnych oraz utrzymać zawieszenie broni.
Do ataków na cele w Iranie doszło wkrótce po ogłoszeniu przez amerykański resort finansów cofnięcia licencji, zawieszającej sankcje na sprzedaż irańskiej ropy naftowej. Tymczasowe zwolnienie z sankcji było jednym z elementów wstępnego porozumienia Iranu i USA o zawieszeniu broni. Iran potępił tę decyzję i oświadczył, że narusza ona memorandum dotyczące zakończenia wojny.
Źródło: PAP
Redagował Jan Latała
