Skip to content
Project Gutenberg

Pobudka: zbiorek poezji

Asnyk, Adam

2009plGutenberg #27928Original source
Produced by Ewa "czupirek" Jaros from images generously
made available by CBN Polona - http://www.polona.pl





BIBLJOTEKA ŻOŁNIERZA-OBYWATELA N^o 6.(b).

     Trzeba z żywymi naprzód iść
     Po życie sięgać nowe...




            POBUDKA

    zbiorek poezji A. Asnyka.


        WARSZAWA 1920.
    GŁÓWNA KSIĘGARNIA WOJSKOWA

Wydano z polecenia Sekcji Oświaty i Kultury Oddz. III Szt.
M. S. Wojsk. — 1/XI 1920.

Zakłady Graficzno-Wydawnicze „Książka”
Warszawa, Moniuszki No 11, telef. 190-93.




TREŚĆ:

Adam Asnyk:
    Pobudka.
    Szczęśliwe ludy!
    Póki w narodzie...
    Miejmy nadzieję!
    Dzień nadchodzi.




Adam Asnyk urodził się w Kaliszu w roku 1838. Jako młodzieniec brał
udział w przygotowaniach do powstania 1863 roku, był później członkiem
Rządu Narodowego i po przegranej musiał wyjechać z kraju. Nigdy już
odtąd nie zobaczył swych rodzinnych stron. Początkowo wpadł
w zwątpienie, następnie jednak własną myślą doszedł do niezachwianej
wiary w zwycięstwo sprawiedliwości na ziemi, odrodzenie Polski
i przyszłe szczęście ludzkości. W pięknych swoich wierszach wiarę tę
starał się wpoić rodakom w najcięższych chwilach życia Narodu.

Umarł w Krakowie w 1897 r. Pochowano go na Skałce w grobach
Zasłużonych.




Pobudka.


    Precz ze zwątpieniem, co łamie
    I męskich pozbawia sił--
    Niech targa skrwawione ramię
    Łańcuch, co w ciało się wpił.

    Precz z małoduszną rozpaczą,
    Niewolno rozpaczać nam!
    Niech myśli zuchwale skaczą
    Do niebios zamkniętych bram!

    Niech biegną, jak hufce zbrojne
    I sztandar rozwiną swój,
    Niech śpieszą na świętą wojnę,
    Na wielki o prawdę bój.

    Niechaj nas klęski nie straszą,
    Niech hasło bojowe brzmi:
    Za naszą wolność i waszą
    Za przyszłych braterstwa dni!

    Choć jeden za drugim pada
    Z czcicieli duchowych zórz,
    Choć przemoc, odstępstwo, zdrada
    W ich łonie zatapia nóż,

    Choć twierdza w gruzy się wali,
    Choć płonie nad głową dom--
    Nie dajcie, zakuci w stali,
    Przystępu rozpaczy łzom!

    Lecz oręż dobrawszy świeży
    W obronie człowieczych praw,
    Ostatnia garstko rycerzy,
    Do końca swe czoło staw!

    Duch ludzki wszak nie na wieki
    W krwiożerczych zatonął snach
    I szydząc z jutrzni dalekiej,
    Uwielbił przemoc i strach.

    Nie zawsze narodów pycha
    Bezmyślna władania chuć,
    Przed siłą ugnie się cicha,
    By w oczy ofiarom pluć;

    Nie zawsze na cudze chciwa
    Będzie wśród przekleństw i skarg
    Kuć drugim kajdan ogniwa,
    Aż własny zakuje kark.

    Powoli światło się wciska
    I dalej posuwa w głąb...
    A jak Jerycho w zwaliska
    Od dźwięku runęło trąb,

    Tak runie w świetlanej zorzy
    Więzienia ponury gmach...
    I ludzkość oczy otworzy
    Po przeszłych zbudzona snach.

    Więc w naszym krwawym pochodzie
    Zwątpienie i rozpacz precz!
    Ze szczęściem ludzkości w zgodzie
    Uchwyćmy duchowy miecz.

    Chociaż nas wrogi opaszą,
    Niech hasło bojowe brzmi:
    Za naszą wolność i waszą!
    Za przyszłych braterstwa dni!



Szczęśliwe ludy!


    Szczęśliwe ludy! gdy im w górze świeci
    Wolnej ojczyzny widoma potęga,
    Co darząc blaskiem najuboższe dzieci,
    W podziemia nędzy i boleści sięga.

    Szczęśliwe kraje! gdzie pokoleń praca
    Nie idzie w niwecz wśród gromów i burzy,
    Lecz gdzie czyn wszelki ojczyznę wzbogaca
    I gdzie myśl każda jej tryumfom służy.

    Szczęśliwe ludy i szczęśliwe kraje,
    Gdzie geniusz wodza, bohatera męstwo
    I żywot, który w ofierze oddaje,
    Wielkim ideom zapewnia zwycięstwo.

    Tam nawet nędzarz, którego w proch zetrze
    Zawziętość losu — głowę wznosi śmiało,
    Gdyż w pierś wciągając rodzinne powietrze,
    Oddycha szczęściem narodu i chwałą.

    Tam są szczęśliwi, co w niedoli mogą
    Śnić, że ich dzieciom losy się uśmiechną
    I ze spokojem patrzeć w przyszłość błogą
    I o pomyślność oprzeć się powszechną.




Póki w narodzie...


    Póki w narodzie myśl swobody żyje,
    Wola i godność i męstwo człowiecze,
    Póki sam w ręce nie odda się czyje
    I praw się swoich do życia nie zrzecze,

    To ani łańcuch, co mu ściska szyję,
    Ani utkwione w jego piersiach miecze,
    Ani go przemoc żadna nie zabije
    I w noc dziejowej hańby nie zawlecze.

    Zginąć on może z własnej tylko ręki,
    Gdy nim owładnie rozpacz senna, głucha,
    Co mu spoczynek wskaże w grobie miękki

    I to zwątpienie, co szepcze do ucha.
    Że jednem tylko lekarstwem na męki
    Jest dobrowolne samobójstwo ducha.




Miejmy nadzieję...


    Miejmy nadzieję! Nie tę lichą, marną,
    Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
    Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
    Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

    Miejmy nadzieję! Nie tę chciwą złudzeń
    Ślepego szczęścia płochą zalotnicę,
    Lecz tę, co w grobach czeka dnia przebudzeń
    I przechowuje oręż i przyłbicę.

    Miejmy odwagę! Nie tę jednodniową,
    Co w rozpaczliwem przedsięwzięciu pryska,
    Lecz tę, co z wiecznie podniesioną głową
    Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

    Miejmy odwagę! Nie tę tchnącą szałem,
    Która na oślep leci bez oręża,
    Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
    Przeciwne losy stałością zwycięża.

    Przestańmy własną pieścić się boleścią,
    Przestańmy ciągłym lamentem się poić,
    Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią
    Mężom należy w milczeniu się zbroić.

    Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
    I przechowywać ideałów czystość,
    Do nas należy dać im moc i zbroję,
    By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.




Dzień nadchodzi.


    Niegdyś, niegdyś z pod Wawelu
    Młódź rycerska biegła w zbroi,
    Do jasnego biegła celu,
    Nadstawiając piersi swojej.

    Przy zakonie stojąc twardo
    I przy prawie swem człowieczem,
    Z męską śmierci szła pogardą.
    Chrześcijaństwa bronić mieczem;

    I w orężnej świata dobie,
    W której wszystko krwią się płaci,
    Wywalczała chwałę sobie,
    A ochronę słabszej braci.

    Ten rycerski dzień wysługi
    Już się skończył--już obrońcę
    Na spoczynek poszli długi
    I nad nimi zaszło słońce

    Przeszłość cała, jasna, żywa
    Zatonęła w nocną ciszę,
    Lecz w podziemiach, gdzie spoczywa,
    Młode dziecię znów kołysze.

    I choć jeszcze chmurno, mroczno,
    Już się sercem budzą młodzi,
    Czuć już jasność niewidoczną,
    Czuć, że nowy dzień nadchodzi.

    Dzień nadchodzi, w którym ludy
    Rozdzielone krwią przelaną,
    Nienawiścią zbrojne wprzódy,
    Do bratniego koła staną.

    I na gruzach krwawej pychy
    I plemiennych walk szaleństwa
    Wzniosą w niebo ołtarz cichy
    Zwycięskiego człowieczeństwa.

    W tym dniu nową zbroję włożym
    I na serca walczyć będziem
    I miłości duchem bożym
    Świat ogarniem i zdobędziem.





End of the Project Gutenberg EBook of Pobudka, by Adam Asnyk